Nowy Jork               Londyn               Toruń               Sydney

Kasia Małkiewicz

16 listopad 2007

Australia, to jedno z najbardziej magicznych miejsc na Świecie. Jadąc tu nigdy nie przypuszczałam, że spotkam tylu ludzi z innych krajów, ale właśnie to jest cechą Sydney, że ciężko jest spotkać prawdziwego Ozi. Jest całe mnóstwo Greków, Włochów i Azjatów, można także spotkać ludzi z Afryki, z Brazylii, Argentyny, Czech, Niemiec, Anglii, Francji, Holandii, naprawdę żadna narodowość nie jest niespodzianką. I często pod określeniem „Australijczyk” kryje się człowiek, który nie może się inaczej określić, bo począwszy od pradziadków, na jego rodzicach skończywszy każdy pochodzi z innego kraju, tak więc krew w jego żyłach jest tak zmieszana, że określa się ją australijską. Obcokrajowcy oblegają przeważnie największe miasta, wystarczy jednak pojechać do troszkę mniejszego miasteczka, a nie usłyszymy już obcych akcentów. I to chyba właśnie może być prawdziwym wyzwaniem. W Sydney wszyscy są przyzwyczajenie do słuchania angielskiego typu „Kali jeść, Kali pić”, im dalej jednak w głąb kraju tym wymagania też rosną, jednak nie ma się czego bać, trzeba z tego korzystać i szlifować swój język. Osobiście polecam wszystkim, którzy chcą rozpocząć szkołę, aby (jeśli nie jest to kurs językowy) wykupić sobie przed 3 miesięczny kurs angielskiego. Ja tego nie zrobiłam i żałuje, bo teraz brak mi czasu.

Żeby dobrze opisać jak tu jest, musiałabym stworzyć książkę :) Wiadomo, że każdego sytuacja też jest inna, każdy z nas jest innym człowiekiem i inaczej wykorzystuje swoje szanse, opiszę więc krótko kilka plusów i minusów, kilka swoich własnych spostrzeżeń.

Moje pierwsze wrażenia z przyjazdu na kontynent, to było zaskoczenie roślinnością, praktycznie każdy ma przed domkiem ogródek z palmą, eukaliptusem, albo jeszcze innymi totalnie egzotycznymi dla nas roślinkami! My np. mamy drzewko cytrynowe :) Prawie cały rok kwitną jakieś kwiatki. Pamiętam mój pierwszy spacer po osiedlu, to była wczesna wiosna i w powietrzu unosił się zapach, jakby drogich perfum, a to właśnie były kwiaty. W tle było też słychać coś jakby rechotanie żab, moja siostra, która mieszka w Australii kilka lat, wyjaśniła mi później, że były to karaluchy!!! Tak, to właśnie jest jeden z największych minusów Australii, do którego wciąż nie mogę się przyzwyczaić. Karaluchów jest mnóstwo, są takie tyci, tyci, średnie i duuuuże, latające, biegające i co tylko kto chce! Małe żyją w domach, mogą się zadomowić w sprzęcie elektrycznym, jednak jeśli utrzymuje się porządek, to można się ich pozbyć. Duże, żyją na zewnątrz, ale bardzo lubią odwiedzać domy. Nie ma siły, żeby nie spotkać u siebie takiego „kolesia” w okresie letnim. Zimą na szczęście śpią! To niesamowite jak inteligentne są te potwory i jak ciężko jest je zabić!

Następnym miłym zaskoczeniem były owoce! Można tu spotkać tak dziwaczne przypadki, że o ich istnieniu nawet nie ma się pojęcia, ale nawet te najbardziej standardowe rodzaje np. czereśnie, grejpfruty, kiwi itd. smakują zupełnie inaczej! Są większe i dużo bardziej słodkie! Dla miłośników orzechów, dodam, że ceny też są przystępne, przez całe życie, nie zjadłam tyle pistacji co w ostatnim roku!

Ocean jest jak marzenie! Wygląda jak z „Dynastii”, lub jakieś innej banianiarskiej bajki! Uwielbiam jeździć na plaże, bo za każdym razem jest to coś wspaniałego. Ocean jest jednak duuuuuuużo silniejszy niż kochany Bałtyk. Ja na początku przewracałam się po „zanużeniu”, do kolan! Teraz jakoś nauczyliśmy się współpracy i wchodzę do pasa :) Acha woda jest obrzydliwie słona! Blech!

Minusem jest troszke słońce, kremik do opalania nr 30+ i butelka z wodą, to podstawa. Nie ma mowy o filtrze nr 5 czy 10. Najniższy jaki się używa to 15, ale i tak można się poparzyć. W okresie letnim zawsze, trzeba mieć ze sobą coś do picia, bo inaczej można wyparować :)

Sporty! Na co masz ochotę, to możesz robić, lub tego spróbować. A jest w czym wybierać. Zwłaszcza jeśli chodzi o sporty wodne! Ale ja np. pokusiłam się o spróbowanie skoku ze spadochronem i nie zapomnę tego do końca życia! Popularne jest także nurkowanie – rafa koralowa jest przepiękna! Pływanie z deską, dla „tutejszych” to jak dla nas jazda na rowerze :)

Podróże małe i duże, są obowiązkowe! Nie można ograniczyć się tylko do Sydney, aby poznać prawdziwą twarz Australii koniecznie trzeba jechać gdzieś dalej!

Jednak oczywiście na to wszystko trzeba zarobić pieniążki i oszczędzać. Nic nie przychodzi samo. Różnica między naszym krajem a Australią jest jednak taka, że tutaj za ciężką pracę jest się wynagradzanym. I warto jest się pomęczyć przez jakiś czas, aby później spędzić wakacje z bajki! Tutaj jest całe mnóstwo możliwości, trzeba je tylko umieć dostrzec i wykorzystać.

Na koniec największy z największych minusów, większy nawet od karaluchów! To rozłąka z rodziną. Kiedy znajdujesz się poza granicami domu i poznajesz tyle obcych kultur, to zaczynasz inaczej patrzeć na własną. Ja wiedziałam, że będę tęsknić, ale rodzaj mojej tęsknoty jest jeszcze inny niż przypuszczałam. Czasami brakuje wyjścia w miejsce gdzie wszyscy mówią Twoim językiem, mają polskie poczucie humoru itd. Brakuje jedzenia i właśnie wielu takich codziennych rzeczy. A najbardziej brakuje rodziny. Niestety odległość nie pozwala na częste wizyty, koszt biletów tez nie jest mały. Jeśli planuje się dłuższy wyjazd to trzeba się z tym liczyć. Dla mnie teraz odległość między Warszawą, a Anglią jest śmieszna! Dwie godziny samolotem i jesteś na miejscu, stąd leci się prawie dwa dni. Myślę, że każdy człowiek będący na emigracji zadaje sobie pytanie „wracać, czy zostać?” My na razie zostajemy i jesteśmy otwarci na wszystkie możliwości. Wiem, ze bardzo brakuje mi najbliższych i chyba ze względu na nich wrócę, ale wiem też, że to nie będzie łatwe. Po tym jak posmakowałam już życia tu, ciężko będzie się przestawić. Tak jak wcześniej wspomniałam rzeczy, które w Polsce są zarezerwowane dla bogaczy, lub które wydają nam się nieosiągalną bajką, są tutaj na wyciągnięcie ręki. W Australii jest się bardzo łatwo zakochać:)

Ale decyzja należy do Ciebie!

Mam nadzieję, że mój opis chociaż trochę przybliży obraz życia w Australii. Wyjeżdżając z kraju warto jest skorzystać z pomocy jakiegoś zaufanego biura np. ST Work, wtedy nie trzeba martwić się o wiele rzeczy. Ja osobiście uważam, że są oni warci polecenia.

Życzę powodzenia!


W celu uzyskania szczegółowych informacji prosimy o kontakt.

Licznik odwiedzin: 6848

Copyright © ST Work. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Projekt i wykonanie: Małgorzata Bożek, tekst: Kari

kalwaria-praszka.pl/ www.remontart.pl stwork.pl/ www.bbiala.boo.pl cz.oaza.pl