Nowy Jork Londyn Toruń Sydney |
|||||
|
|
|||||
|
Przemysław Klaja – ojciec naszego Uczestnika Krzysztofa 12 listopad 2007 Każda historia ma swój początek, jak w życiu: przyczyna i skutek, połączone ze sobą, przez szereg zdarzeń. Oszczędzę Państwu dalszych filozoficznych rozważań, a przejdę do konkretów. Jedni marzą o pieniądzach, inni o władzy jeszcze inni o… A ja już jako kilkunastoletni chłopak – może przez to, że wyrastałem w „zamkniętej” części Europy – podróżowałem po Świecie pochylony nad atlasem Świata. Piętnaście lat temu, dzięki hojności jednego z moich znajomych, miałem okazję zobaczyć miejsca znane mi tylko z filmów i fotografii. Najbardziej urzekła mnie najpiękniejsza prowincja Świata: Nowa Zelandia i – tak bardzo różniąca się od wszystkiego co znałem do tej pory – Australia. Czytałem i oglądałem wszystko – do czego miałem dostęp – o tych krainach. Starałem się zarazić tym bakcylem moje dzieci; czasy w jakich dorastały sprawiły, że Świat – dla nas Polaków – stał się bardziej dostępny. Chciałem by miały możliwości przeżycia wielkiej przygody, która zostanie wspaniałym wspomnieniem i zmieni ich na zawsze. Otworzy im Świat. I tak się zaczęło: nauka języka angielskiego od najmłodszych lat… Zastanawiałem się wiele razy dlaczego właśnie Australia (i Nowa Zelandia) tak zawróciła mi w głowie i czy synowie podzielą moją fascynację. Może dlatego, że nikt nie miał wpływu na ukształtowanie się mojej opinii. Miałem sam możliwość przekonania jak tam jest – choć przez krótka chwilę, mojego tam – na antypodach – pobytu. Dlaczego nie Europa czy USA? Nie umiem odpowiedzieć jednym zdaniem. Przyczyn jest dużo. Może dlatego, że Europa dopiero dojrzewa do wspólnego życia wielu narodów, a nie jest już nastolatką. Porównałbym to do późnego zamążpójścia starej panny: uczucia w tym niewiele, więcej kalkulacji i obrony starych przyzwyczajeń. Jeszcze długo będzie tutaj iskrzyć. Przez delikatność nie wspomnę o sąsiadach, szczególnie tych z pretensjami. A dlaczego nie Ameryka, coś nie lubię zwrotów: u nas w Ameryce…itd. Australia jest inna, taka młodsza siostra Ameryki, ale dużo przyjemniejsza, serdeczniejsza. I chyba bezpieczniejsza. I opon na zimowe nie trzeba wymieniać J Tyle o przyczynach. A teraz dlaczego ST Work. Przypadek, jak w życiu. Rozglądałem się za podobnym biurem – firmą w Poznaniu. Powiem więcej: znalazłem. Ale Krzysztof mniej więcej w tym samym czasie znalazł Was w Toruniu. Poszedł na spotkanie na toruńskim uniwerku. Potem – jak mnie pamięć nie myli w grudniu 2006 przed Świętami czy zaraz po – obaj synowie pojechali do Torunia na spotkanie z przedstawicielami Waszej firmy, zdobyć więcej informacji o możliwości nauki i pracy w Australii. Spodobało im się. A moje odczucia: to tak jak z poznawaniem nowych ludzi, szczególnie w moim wieku. Dystans, obserwacja, ocena i oczekiwanie; co z tego wyniknie? Czy to poważna firma czy meteor, co błyśnie i znika? To taka polska specjalność: wielkie plany, baśniowe wizje i …nic. Całe szczęcie pracujecie rzetelnie, planowo. Stałem z daleka, dlatego nie znam szczegłów, ale ważne, że realizacja całości w najważniejszych momentach: wybór najbardziej odpowiedniej opcji dla Krzysztofa, załatwienie wizy, testu językowego czy na koniec biletu lotniczego przebiegała bez najmniejszych problemów. Ważne dla mnie to kontakt z osobami, które wiedzą co robić. A nie tak typowe dla wielu urzędów czy instytucji obcowanie z ludźmi, którzy niewiele wiedzą bo koleżanka (czy kolega), która zajmuje się tą sprawą jest akurat na urlopie albo w podróży służbowej. Mam nadzieję, że druga część Waszej działalności na miejscu w Australii przebiegać będzie równie skutecznie. Sądząc po słowach Krzysztofa, to tak jest. Teraz czekam kiedy drugi syn zacznie szykować plecak i powie: lecę do Australii. Co do planów Krzysztofa, to myślę że przez czas, który poświęci tam nauce sam zadecyduje o swojej przyszłości. Mogę mu jedynie pewne rzeczy zasugerować, ale decyzja: co dalej? należy do niego. Jego pasja to nurkowanie, czy trzeba mówić więcej. A poważne plany na przyszłość, każdy je ma, nie każdy ma możliwość ich realizacji. Kochani rodzice otwórzcie okno na Świat swoim dzieciom, niech próbują znaleźć w nim swoje miejsce. Nie trzymajcie ich kurczowo przy sobie, dajcie im moż1iwość spełnienia. Wiem, że rozstania bolą, ale czy radość i szczęcie naszych dzieci nie są warte tej ceny? Z czystym sumieniem mogę polecić ST Work wszystkim niespokojnym duchom, młodym ludziom, którzy chcą poznać Świat i swoje możliwości. Firmie ST Work życzę wielu sukcesów. P.S. Dziękuję, że skorzystaliście z mojego pomysłu przywitania Krzysztofa na lotnisku – chodzi o kartkę z nazwiskiem – po ponad dwudziestu godzinach lotu, różne rzeczy można zobaczyć, ale to bardzo mu się spodobało. „Było jak w filmie” to jego słowa.
|
|||||
|
|||||