Nowy Jork Londyn Toruń Sydney |
|||||
|
|
|||||
|
Artykuły prasowe „Wiadomości Turystyczne”, (nr 156, marzec 2008), www.wiadomosciturystyczne.pl Australia – kraj kontynent – zaskakuje różnorodnością. Są tu ośnieżone góry, tropikalna dżungla, ciągnąca się przez tysiące kilometrów pustynia i ocean. A że Australijczycy biznes robić umieją i są ludźmi z fantazją, stworzyli raj dla miłośników aktywnego wypoczynku. Programy polskich biur oferują typowe „standardy” – to, z czym na ogół Australię kojarzymy. W sumie trudno się dziwić – dla przeciętnego Polaka wyprawa do Krainy Kangurów wciąż jest sporym wydatkiem i stanowi często wyprawę życia, nic więc dziwnego, że w pierwszej kolejności chce się zobaczyć to, co najważniejsze. Poza tym Australia to tak wielki kraj (7,7 mln km kw., prawie 25 razy więcej niż Polska!), że nie ma możliwości, by poznać go za jednym razem. Albo trzeba zdecydować się na jego mały wycinek, albo pojechać w miejsca najważniejsze. Stąd w ofertach słynące z Opery Sydney, Ayers Rock – święta góra Aborygenów znajdująca się niemal w samym środku Australii, Brisbane i Cairns – z wypadem na Wielką Rafę. Do tego gdzieś po drodze obowiązkowo jakiś Koala Park, gdzie można zobaczyć sympatyczne torbacze z bliska, postój przy „dyżurnych” kangurach i wizyta w centrum sztuki aborygeńskiej. Położone nieco na uboczu Perth (zachodnie wybrzeże) lub Darwin (sama północ) raczej są pomijane, ale przecież i tam jest co robić. Bardzo często Australię łączy się również z innymi rejonami – np. z pobliską Nową Zelandią, albo w ogóle traktuje się ją tylko jako przystanek w wycieczkach-maratonach dookoła świata.
Podwodny świat Dla fanów nurkowania Australia to marzenie. Chociaż miejsc nurkowych wzdłuż wybrzeży jest sporo, najbardziej magicznym jest wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Wielka Rafa Koralowa. To największy podwodny park świata – rozciąga się na długości ponad 2 tys. km, a bogactwo morskiej flory i fauny jest niesamowite. Praktycznie każdemu, kto wybiera się do Australii nurkowanie warto polecić. Licencjonowani nurkowie zwykle wiedzą, czego chcą – na ogół od razu wybierają wyspecjalizowane biura, wynajmując za ich pośrednictwem łódź na tzw. nurkowe safari. Mieszka się wówczas na łodzi, nurkuje codziennie w innych miejscach. Pozostałym turystom pozostają zwykle kilkugodzinne wypady w ramach masowo organizowanych wycieczek, do których namawiają wszechobecne w nadmorskich miastach ulotki. Oczywiście przymusu wchodzenia do wody nie ma, można się opalać na pokładzie albo skorzystać ze snorkelingu, czyli pływania na powierzchni rafy w masce, z fajką i płetwami, ale można też wykupić tzw. intro czyli nurkowanie wprowadzające, kiedy to po kilkunastominutowym przeszkoleniu, z całym sprzętem i instruktorem, schodzi się na głębokość 8-12 metrów. Najambitniejsi, którzy przynajmniej przez kilka dni są w jednym miejscu, mogą skorzystać z okazji i zrobić kurs na podstawową licencję nurkową – OWD (Open Water Diving). W międzynarodowym systemie PADI szkolenie trwa zwykle 3-4 dni i kosztuje ok. 300-400 dol. Góry – dla piechurów i narciarzy Zaskakujące, że w naszych biurach praktycznie nie ma programów obejmujących zdobywanie Góry Kościuszki. W końcu dla nas góra to ze względu na nazwę ważna (choć Kościuszko w Australii nie był), najwyższa w Australii (2230 m) i zaliczana do Korony Ziemi. Co istotne – nie ma problemów z dotarciem w ten rejon – to zaledwie 100 km od Canberry i 450 km od Sydney, a to odległości jak na Australię niewielkie.
Przez dżunglę i pustynię Nie wszyscy chcą przemierzać kontynent na wzór japońskich wycieczek, tzn. skazując się na okna autobusu, wysiadając jedynie na krótkie przerwy fotograficzne. Alternatywą jest gama ofert proponujących zapuszczanie się dżipami w trudno dostępne miejsca, w których nie ma już dróg (off road) albo organizowane z przewodnikiem piesze wędrówki przez pustynię lub dżunglę, z wizytą w aborygeńskich rezerwatach, spaniem w namiotach, gotowaniem na ogniskach. Często jest to swoista szkoła przetrwania (bezpieczna i doskonale zorganizowana), w trakcie której można się nauczyć jak zdobyć wodę i pożywienie (włącznie z jedzeniem termitów i żywych larw wygrzebywanych ze spróchniałych pniaków), co zrobić, aby uniknąć spotkań z niebezpiecznymi zwierzętami (pająki, węże), jak tropić zwierzaki, jak radzić sobie, gdy zakopie się samochód. Żagle staw! Australijczycy to nacja wręcz skazana na żeglowanie – w każdym nadmorskim porcie, jak Sydney, Melbourne, Perth, Brisbane, Darwin znajdziemy mariny. Coraz więcej polskich klientów interesuje się czarterami jachtów – zarówno do samodzielnego prowadzenia, jak i z obsługa. Warto im zaproponować wyjazdy podczas różnych regat – wiele osób byłoby chętnych, aby obejrzeć rozpoczynający się zawsze w II dzień świąt Bożego Narodzenia start regat Sydney-Hobart albo znaleźć się w którymś z portów, kiedy zawijają tam jachty płynące w regatach dookoła świata. Emocje kibica Australijski kalendarz sportowy jest nabity, od prestiżowych imprez po pomysły traktowane na zasadzie zabawy. Terminy wycieczek warto zgrać z wydarzeniami sportowymi. Nawet jeśli nasi turyści nie są entuzjastami danej dyscypliny, atmosfera zawodów będzie dla nich przeżyciem. Warto wziąć pod uwagę rozgrywany w styczniu w Melbourne turniej tenisowy Australia Open lub styczniowe wyścigi konne Western Australian Cup w Perth, odbywające się w lipcu w Darwin regaty jednostek pływających zbudowanych z puszek po piwie, nie mówiąc o rozgrywkach w rugby, golfa i zawodach surfingowych. Zdobyć wieszak Oprócz Opery, symbolem Sydney jest też most Harbour Bridge nazywany wieszakiem. Niezwykła atrakcją jest wejście na jego szczyt – oczywiście w zorganizowanej grupie, na wszelki wypadek z asekuracją (choć nie jest to wspinaczka, raczej spacer po stromej ścieżce). Wrażenia z takiej 3,5 – godzinnej wysokościowej wycieczki są warte 179 dol., czyli ok. 400 zł (wersja minimum), które trzeba za to zapłacić. Wejście na most to doskonały pomysł zwłaszcza przy grupach incentive. Szczegóły: www.bridgeclimb.com Warto wiedzieć:
|
|||||
|
|||||